Silna amplituda nie musi oznaczać ruchu ani wzrostu. W tym zapisie pozostaje wysokim natężeniem bez rozwiniętego źródła, ustawionym nad pustym podkładem i ograniczonym przez brak wyraźnego początku. Zerowa osnowa nie jest pustką całkowitą. Jest nośnikiem bez ciężaru, tłem pozbawionym treści, ale zdolnym do utrzymania napięcia. Wychylenie pojawia się nad nim jak krótki nacisk, mocny w odczuciu, lecz nadal bez obrazu i bez celu. Jedna wartość może być twarda, druga zawieszona, trzecia prawie wygaszona. Całość zachowuje ciemny ton, suchą obecność i chłodną różnicę między natężeniem a brakiem pełnego rdzenia.
Osnowa zerowa utrzymuje własną ciszę, ale nie usuwa wszystkich znaków. Jej obecność jest niska, płaska i trudna do oddzielenia od tła, a mimo to stanowi punkt dla mocniejszego wychylenia. Amplituda nie ma tu fizycznej postaci. Jest nazwą natężenia, które wyrasta nad brakiem i zaraz wraca do stanu przygaszonego. Taki kontrast daje spokojny zapis napięć bez sprawcy. Jedno brzmienie podnosi się wyżej, drugie zostaje przy podkładzie, trzecie traci nacisk i przechodzi w prawie pustą resztę. Nie powstaje sekwencja zdarzeń. Powstaje układ krótkich różnic między wysokim tonem i zerowym tłem.
Najmocniejsze wychylenia mają charakter suchy i krótki. Nie rozlewają się w pełną nazwę, tylko zaznaczają swoją wysokość przez odcięcie od osnowy. Im bardziej puste tło, tym wyraźniejsza staje się sama amplituda. Nie jest to kontrast ozdobny, lecz ograniczona różnica między niskim podkładem i chwilowym natężeniem. Nazwa może stać przy progu, przy ciemnym znaku albo przy cienkim napięciu bez obrazu. Każdy element zachowuje osobny ciężar. Osnowa nie przejmuje amplitudy, amplituda nie domyka osnowy, a znak nie zmienia ich w definicję. Zostaje zapis wysokiego tonu nad tłem, które nie chce otrzymać pełnego imienia.
W niższym paśmie pojawiają się napięcia bez rozbiegu. Nie mają początku w działaniu i nie osiągają wyraźnego końca. Trwają między zerowym podkładem i krótkim wzrostem natężenia, jakby ruch został zatrzymany przed własnym wykonaniem. Osnowa zachowuje płaską obecność, a amplituda daje jej jedynie chwilowy uskok. Jedna krawędź jest bardziej twarda, druga bardziej cicha, trzecia prawie znika w ciemnym tle. Różnice pozostają małe, ale nieprzypadkowe. Ich sens wynika z odległości od zera, z wysokości nacisku i z braku pełnego domknięcia. Całość nie wychodzi poza abstrakcyjny zapis siły, podkładu i przygaszonego śladu.
Zerowa osnowa nie potrzebuje centrum. Jej podkład działa przez brak przewagi, przez równą ciemność i przez ograniczoną liczbę punktów podniesienia. Amplituda może pojawić się nagle, ale nie rozbija tego spokoju. Zostaje krótkim odchyleniem, mocnym tylko przez chwilę, potem znowu podporządkowanym pustemu tłu. W takim układzie wysokie natężenie nie tworzy historii. Jest jedynie ostrzejszą wartością wśród cichych płaszczyzn. Jedna płaszczyzna zachowuje ton zerowy, druga przejmuje słaby znak, trzecia niesie resztę po wcześniejszym podniesieniu. Wszystkie pozostają bez zewnętrznego tematu, bez przykładu i bez użytkowego znaczenia.
Końcowy zapis pozostaje ciemny, zwarty i pozbawiony ozdobnego napięcia. Amplituda nie zmienia się w pełny ruch, osnowa nie staje się obrazem, a zero nie przechodzi w pustkę całkowitą. Zostaje kilka stanów: podkład bez imienia, nacisk bez sprawcy, wychylenie bez celu i znak bez rozwinięcia. Każdy ma własny ciężar, ale żaden nie przejmuje całości. Silne natężenie trwa tylko dzięki kontrastowi z tłem, a tło zachowuje znaczenie przez obecność tego krótkiego podniesienia. Korpus kończy się w napięciu między zerem i wysokością, bez puenty, bez dopowiedzenia i bez przejścia w realną tematykę.